Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyjazdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyjazdy. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 sierpnia 2018
niedziela, 21 stycznia 2018
Toprzyny 2018
Jak co roku Stowarzyszenie Garnizon Gdańsk w mundurach Infanterie Regiment No 52 von Hamberger i Freikorpsu von Krockowa wzięło udział w spotkaniu rekonstrukcyjnym upamiętniającym batalię pod Pruską Iławą, Wielogodzinne przemarsze, potyczki, śnieg i rześkie powietrze to cechy główne tej imprezy.
Podziękowania za organizacje dla Wileńskiego Muszkieterskiego Pułku.
Podziękowania za organizacje dla Wileńskiego Muszkieterskiego Pułku.
foto by Grupa Historyczna Guttstadt
sobota, 6 stycznia 2018
Princeton 1777- Węsiory 2018
Sezon rekonstrukcyjny 2018 rozpoczęliśmy bardzo wcześnie. Rok temu rocznicę bitwy pod Princeton uczciliśmy leśnym przemarszem brodząc po kolana w śniegu. W tym roku pogoda była znacznie łagodniejsza, ale też nasze plany nieco ambitniejsze.
We współpracy z Grodem Gotów i Szkołą Podstawową w Węsiorach zaplanowaliśmy terenowe wydarzenie nastawione stricte na rekonstruktorów. Przez nas, dla nas, samodzielnie sfinansowane z naszych prywatnych środków.
Tłem historycznym była kampania zimowa 1776-1777 podczas której siły amerykańskie dowodzone przez Jerzego Waszyngtona uderzyły na zimujące garnizony brytyjskie. Bitwy pod Trenton i Princeton dodały patriotom wiary we własne siły, zaś Brytyjczykom dały do zrozumienia, że mają do czynienia z poważnym przeciwnikiem.
W piątkowy wieczór do Węsior zjechali pierwsi uczestnicy. Długa noc zeszła nam na kończeniu szycia heskich kurtek. Tutaj warto oddać kolegom honor, spędzili długie dni i godziny aby być gotowymi na sobotnią imprezę.
W pole wyszli żołnierze hescy, milicja lojalistyczna, piechota kontynentalna i przedstawiciel króla Francji.
Podczas pierwszej potyczki gród odegrał rolę uśpionego Trenton. Oddział kontynentalny podszedł pod palisadę. Zaspany heski wartownik podniósł alarm. Kilkoma salwami udało się zmieść część obrońców z umocnień. Pozostali ukryli się wokół bramy i silnym ogniem odpierali kolejne szturmy. Próba wyważenia bramy zakończyła się fiaskiem. Kontynentalni wysłali wydzielony oddział szturmowy który obszedł osadę i przez niestrzeżone przejście dostał się do jej środka. Obrońcy nie wytrzymali ataku z dwóch stron i próbowali stawić opór na szybko zbudowanej barykadzie. Brama wreszcie padła i siły amerykańskie przystąpiły do ataku na ostatni punkt oporu Hesów. Podczas brutalnej walki wręcz udało się wreszcie przełamać ich opór. Trenton padło.
Po krótkim odpoczynku i spotkaniu z widzami przed Szkoła Podstawową w Węsiorach przegrupowaliśmy się do kolejnej potyczki. Tym razem nawiązywała do starcia pod Princeton z 3 stycznia 1777 roku. Zagajnik koło grodu odegrał rolę ogrodu w okolicy mostu nad Stony Creek w Princeton. Piechota kontynentalna nie świadoma zagrożenia weszła do zagajnika. Przywitał ją gesty ogień przyczajonego za drzewami przeciwnika. Kontynentalni poszli w rozsypkę. Po pierwszej chwili zaskoczenia zaczęli polować na wrogich strzelców. Ostatecznie podczas ostrej walki wręcz udało się ich wyprzeć na otwarte pole. Niedobitki brytyjskie wycofały się oddając pole siłom amerykańskim. Zwycięstwo okupione zostały ciężkimi stratami własnymi.
Mocno zmęczeni po dwóch potyczkach złapaliśmy chwile oddechu i przyszedł czas na ostatni punkt programu. Grę terenową w uliczkach Węsior i bezpośrednich okolicach miejscowości. Oddział brytyjski zagłębił się w uliczki. Kontynentalni ruszyli nieco później przeczesując stopniowo całą miejscowość. Na wzgórzach za Węsiorami został zauważony samotny strzelec. Kontynentalni ruszyli do przodu. Nastąpił długi pościg pośród niskich zarośli. Gęste zarośla i ściółka nie ułatwiały poruszania. Długo można by opisywać wielokilometrowe przedzieranie się przez trudny teren, obejścia bagien i walki na polnych drogach. Zapadający zmierzch skłonił obydwie strony do powrotu.
W wydarzeniu wzięli udział członkowie Konfederacji Tomahawki i Muszkiety. W większości z Garnizonu Gdańsk.
Po raz kolejny okazało się, że najlepsza impreza rekonstrukcyjna to taka która organizują sami rekonstruktorzy dla rekonstruktorów.
W pole wyszli żołnierze hescy, milicja lojalistyczna, piechota kontynentalna i przedstawiciel króla Francji.
Podczas pierwszej potyczki gród odegrał rolę uśpionego Trenton. Oddział kontynentalny podszedł pod palisadę. Zaspany heski wartownik podniósł alarm. Kilkoma salwami udało się zmieść część obrońców z umocnień. Pozostali ukryli się wokół bramy i silnym ogniem odpierali kolejne szturmy. Próba wyważenia bramy zakończyła się fiaskiem. Kontynentalni wysłali wydzielony oddział szturmowy który obszedł osadę i przez niestrzeżone przejście dostał się do jej środka. Obrońcy nie wytrzymali ataku z dwóch stron i próbowali stawić opór na szybko zbudowanej barykadzie. Brama wreszcie padła i siły amerykańskie przystąpiły do ataku na ostatni punkt oporu Hesów. Podczas brutalnej walki wręcz udało się wreszcie przełamać ich opór. Trenton padło.
Po krótkim odpoczynku i spotkaniu z widzami przed Szkoła Podstawową w Węsiorach przegrupowaliśmy się do kolejnej potyczki. Tym razem nawiązywała do starcia pod Princeton z 3 stycznia 1777 roku. Zagajnik koło grodu odegrał rolę ogrodu w okolicy mostu nad Stony Creek w Princeton. Piechota kontynentalna nie świadoma zagrożenia weszła do zagajnika. Przywitał ją gesty ogień przyczajonego za drzewami przeciwnika. Kontynentalni poszli w rozsypkę. Po pierwszej chwili zaskoczenia zaczęli polować na wrogich strzelców. Ostatecznie podczas ostrej walki wręcz udało się ich wyprzeć na otwarte pole. Niedobitki brytyjskie wycofały się oddając pole siłom amerykańskim. Zwycięstwo okupione zostały ciężkimi stratami własnymi.
Mocno zmęczeni po dwóch potyczkach złapaliśmy chwile oddechu i przyszedł czas na ostatni punkt programu. Grę terenową w uliczkach Węsior i bezpośrednich okolicach miejscowości. Oddział brytyjski zagłębił się w uliczki. Kontynentalni ruszyli nieco później przeczesując stopniowo całą miejscowość. Na wzgórzach za Węsiorami został zauważony samotny strzelec. Kontynentalni ruszyli do przodu. Nastąpił długi pościg pośród niskich zarośli. Gęste zarośla i ściółka nie ułatwiały poruszania. Długo można by opisywać wielokilometrowe przedzieranie się przez trudny teren, obejścia bagien i walki na polnych drogach. Zapadający zmierzch skłonił obydwie strony do powrotu.
W wydarzeniu wzięli udział członkowie Konfederacji Tomahawki i Muszkiety. W większości z Garnizonu Gdańsk.
Po raz kolejny okazało się, że najlepsza impreza rekonstrukcyjna to taka która organizują sami rekonstruktorzy dla rekonstruktorów.
sobota, 9 września 2017
Grudziądz 2017 - IV festiwal grup rekosntrukcyjnych
Garnizon Gdańsk wraz z kolegami z Grudziądza wziął udział w IV Festiwalu Grup Rekonstrukcyjnych w Grudziądzu. Zaprezentowaliśmy wspólnie mundury Infanterie Regiment No 52 von Hamberger, który walczył w Grudziądzu podczas blokady roku 1807. Oprócz tego pojawiły się tez mundury freikorpsów, marynarzy, francuskiego 13-ego lekkiego oraz mundur gdański. W wydarzeniu wzięło udział kilkanaście grup rekonstrukcyjnych tak krajowych jak i zagranicznych. Na przepięknym wzgórzu zamkowym rozbili swoje obozy i Rzymianie, barbarzyńcy, grupy średniowieczne, siedemnastowieczne i szereg dwudziestowiecznych. Finałem całego spotkania była bitwa epok w czasie której kolejne epoki wypierały pola bitwy wcześniejsze. Na zakończenie ogłoszono wyniki konkursu na najlepiej prezentującą się grupę rekonstrukcyjną. Wybierali sami rekonstruktorzy w tajnym głosowaniu. Wielkim zaskoczeniem był dla nas werdykt, ten zaszczyt przypadł właśnie Infanterie Regiment No 52 von Hamberger!
Dziękujemy bardzo organizatorom, naszym Paniom które ponownie zadbały o nasze podniebienia i szczególnie kolegom z Grudziądza, dobrze mieć takich kamratów!
Dziękujemy bardzo organizatorom, naszym Paniom które ponownie zadbały o nasze podniebienia i szczególnie kolegom z Grudziądza, dobrze mieć takich kamratów!
sobota, 5 sierpnia 2017
Pucki Dzień Kapra
Pucki Dzień Kapra jest w naszym dorocznym harmonogramie od 5 lat. Od wydarzeń osadzonych mocno w historii, podczas których historyczna poprawność jest dla nas bardzo istotna, ta impreza nieco odbiega. Ale, jej specyfika, bardziej może przypominająca cospley „piratów z Karaibów’ ma swój urok. Sami nazywamy tą imprezę „Kaszubami z Karaibów”. Jednak atmosfera jaką stwarzają organizatorzy i mieszkańcy Pucka powodują, że wracamy do niego z chęcią. Taka chwila oddechu przed kolejnymi stricte historycznymi imprezami.
Nasze obozowisko rozbiliśmy na zielonej plaży nad Zatoka Pucką. Obok nas ulokowały się stanowiska z „ginącymi zawodami”, na scenie przygrywał zespół szantowy. Kapral Malina zaczął okopywać swoje stanowisko strzeleckie na wieczorna bitwę.
Odwiedzili nas przyjaciele z Konfederacji Tomahawki i Muszkiety, miał to być ich niedzielny wypad do Pucka. Ale jak to w naszej bandzie bywa zaraza znalazło się coś do ubrania i po chwili biegali w „kapersko-pirackich” klimatach razem z nami.
Imprezę rozpoczęła parada przez miasto, która zawitała w porcie a potem przeszła z powrotem na plażę. Tam dokonaliśmy podziału na załogę „desantową” i „obrońców” Pucka. Wsparciem tych ostatnim był nasz garnizonowy moździerz.
Ekipa desantowa udała się do mariny gdzie zaokrętowała się na przepiękną pucką Pomerankę. Klasyczną dla tego rejonu łódź rybacką. Pomeranki swoją konstrukcją przypominają dawne łodzie Słowian i Wikingów, mają małe zanurzenie i dość szerokie pokłady, dzięki wyciąganemu mieczowi można nimi wpłynąć na plażę. Jednak tym razem plan był inny. Ośmioosobowa załoga abordażowa dociążyła nieźle naszą jednostkę, wyszliśmy jednak na zatokę i powoli zaczęliśmy kierować się w kierunku brzegu. Mniej więcej w odległości 200 metrów oddaliśmy pierwsze strzały na co odpowiedział nam moździerz, dało się zauważyć bieganinę pośród obrońców, nerwowo ładowali broń. Prąd zaczął nas nieco znosić z kierunku ataku ale nasz szyper dzielnie wyszedł z opresji. Kilkadziesiąt metrów od brzegu po kolei przeskoczyliśmy przez burty do wody cały czas prowadząc ostrzał. Wróg ciągle nas ostrzeliwał. Gdy ładownice stały się puste rzuciliśmy się do szturmu, ginąc z honorem na puckiej plaży. Tradycji stało się za dość i Puck ponownie został obroniony!
Za rok z chęcią wrócimy powrócimy do Pucka. Odetchnąć nieco od mundurów, strojów mieszczan i choć na jedne dzień stać się „Kaszubami z Karaibów”
Odwiedzili nas przyjaciele z Konfederacji Tomahawki i Muszkiety, miał to być ich niedzielny wypad do Pucka. Ale jak to w naszej bandzie bywa zaraza znalazło się coś do ubrania i po chwili biegali w „kapersko-pirackich” klimatach razem z nami.
Imprezę rozpoczęła parada przez miasto, która zawitała w porcie a potem przeszła z powrotem na plażę. Tam dokonaliśmy podziału na załogę „desantową” i „obrońców” Pucka. Wsparciem tych ostatnim był nasz garnizonowy moździerz.
Ekipa desantowa udała się do mariny gdzie zaokrętowała się na przepiękną pucką Pomerankę. Klasyczną dla tego rejonu łódź rybacką. Pomeranki swoją konstrukcją przypominają dawne łodzie Słowian i Wikingów, mają małe zanurzenie i dość szerokie pokłady, dzięki wyciąganemu mieczowi można nimi wpłynąć na plażę. Jednak tym razem plan był inny. Ośmioosobowa załoga abordażowa dociążyła nieźle naszą jednostkę, wyszliśmy jednak na zatokę i powoli zaczęliśmy kierować się w kierunku brzegu. Mniej więcej w odległości 200 metrów oddaliśmy pierwsze strzały na co odpowiedział nam moździerz, dało się zauważyć bieganinę pośród obrońców, nerwowo ładowali broń. Prąd zaczął nas nieco znosić z kierunku ataku ale nasz szyper dzielnie wyszedł z opresji. Kilkadziesiąt metrów od brzegu po kolei przeskoczyliśmy przez burty do wody cały czas prowadząc ostrzał. Wróg ciągle nas ostrzeliwał. Gdy ładownice stały się puste rzuciliśmy się do szturmu, ginąc z honorem na puckiej plaży. Tradycji stało się za dość i Puck ponownie został obroniony!
Za rok z chęcią wrócimy powrócimy do Pucka. Odetchnąć nieco od mundurów, strojów mieszczan i choć na jedne dzień stać się „Kaszubami z Karaibów”
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































































